Chociaż pogoda za oknem na to nie wskazuje, to już za 3 dni Wigilia. Ludzie pędzą po sklepach w pogoni za prezentami, choinkami, karpiami, grzybami do pierogów, makiem, serem do sernika... A u mnie spokój. A u mnie pierniki upieczone, choinka w salonie czeka aż ją jutro przystroimy, prezenty dla dzieci popakowane. Tak, mam łatwiej- Wigilię spędzimy u rodziców męża, więc lepienie pierogów, uszek mnie ominie. Ale wszędzie już od miesiąca słyszałam o myciu okien, praniu dywanów, kanap, porządkach w szafach. Wielkie sprzątanie z okazji zbliżających się świąt. Nie żebym sama nie uległa. Zrobiłam co miałam do zrobienia- umyłam okna, względnie ogarnęłam. Dziś już i tak nie widać moich porządków- przy dwójce dzieci ciężko o ład i czystą podłogę dłużej niż przez godzinę. Bo dla mnie nie o to chodzi w święta. Dla mnie nie po to one by się narobić, zarobić i ledwo patrzeć na oczy ze zmęczenia, gdy będzie można już do kolacji świątecznej usiąść. Ale po to one, żeby się spotkać z bliskimi, zwolnić, być ze sobą tak bez pośpiechu. Usiąść z kubkiem gorącego kakao wieczorem, pograć w gry planszowe (wtedy mogę mieć na to czas i ochotę).
Za parę lat, gdy przyjdzie mi samej ogarnąć całe świąteczne menu, może pójdę na łatwiznę i zamówie uszka, pierogi albo zrobie wcześniej i zamroże. Z wygody? Lenistwa? Może. A może po to, żeby mieć czas na wspólne robienie ozdób choinkowych, wspólne pierników pieczenie, bycie razem- na to co w te święta dla mnie najważniejsze.
Moja FifiZofia- moje spojrzenie na macierzyństwo- wbrew pozorom nie takie proste i oczywiste
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świątecznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świątecznie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 grudnia 2013
czwartek, 5 grudnia 2013
List do M.
Kochany Panie Święty Mikołaju,
Powiem nieskromnie, że jak nikt zasłużyłam w tym roku na prezenty. Tak, tak, nie pomyliłam się- PREZENTY.
No bo co wkońcu, przecież to ja robię tę całą robotę, tę syzyfową prace. To ja jestem etatową Matką Polką i jeszcze ciągnę nadgodziny... To ja mam za sobą plus 18 kg w ciąży i nadal plus 5 po niej. To ja mam brzuch jak ciasto na pączki i bolący kręgosłup od dźwigania dzieci, zakupów, wózków na 4 piętro. To ja mam za sobą poród naturalny- lekki( jeśli można tak nazwać poród) ale jednak poród. To przecież wyczyn jakich mało- wejście na szczyt ośmiotysięcznika może się z nim równać. To ja codziennie bawię się w kupkach, siczkach, zupkach, butelkach, klockach, autkach, plastelinach. To ja próbuję ze zwykłej kanapki wyczarować cudo, by szybko zniknęła z talerza. To ja przełykam w biegu jak pelikan zimny obiad i popijam lodowatą kawą. To ja mam włosy potargane, broszki z mleka na bluzkach i brak makijażu mi doskwiera. To ja po nieprzespanej nocy co rano wyrywana jestem z objęć Morfeusza ale uśmiech nie znika z mojej twarzy...
Więc tak, ośmielam się prosić. Proszę o daj wyjść samej z domu bez dzieci nie tylko do spożywczaka po zaopatrzenie lodówki. Pozwól samej udać się po kupno ubrań, bo cholernie ciężko zmieścić się w przymierzalni z wózkiem. Niech chrupki, musli i suszona żurawina nie rozsypują się zawsze wtedy, kiedy kończę składać odkurzacz. Pozwól na sen do błogosławionej 7 rano, a wieczorem niech mi powieki nie opadają po kwadransie filmu albo przeczytaniu dwóch stron książki. Proszę spraw niech ktoś wymyśli inteligentną pralkę, która sama po praniu wyprasuje ubrania. I jeszcze niech po słodyczach się chudnie. Niech wyrastające zęby powodują u niemowlaków ataki śmiechu, a nie płaczu i marudzenia. I niech w marketach zostawiają więcej miejsca tak by można było się zmieścić z wózkiem, a nie lawirować pomiędzy półkami i paletami z promocjami. I niech śnieg będzie w te święta. I żeby mi nie brakowało pomysłów na obiady. I jeszcze ostatnie mam życzenie- niech każdy dzień daje tyle radości ile do tej pory.
Powiem nieskromnie, że jak nikt zasłużyłam w tym roku na prezenty. Tak, tak, nie pomyliłam się- PREZENTY.
No bo co wkońcu, przecież to ja robię tę całą robotę, tę syzyfową prace. To ja jestem etatową Matką Polką i jeszcze ciągnę nadgodziny... To ja mam za sobą plus 18 kg w ciąży i nadal plus 5 po niej. To ja mam brzuch jak ciasto na pączki i bolący kręgosłup od dźwigania dzieci, zakupów, wózków na 4 piętro. To ja mam za sobą poród naturalny- lekki( jeśli można tak nazwać poród) ale jednak poród. To przecież wyczyn jakich mało- wejście na szczyt ośmiotysięcznika może się z nim równać. To ja codziennie bawię się w kupkach, siczkach, zupkach, butelkach, klockach, autkach, plastelinach. To ja próbuję ze zwykłej kanapki wyczarować cudo, by szybko zniknęła z talerza. To ja przełykam w biegu jak pelikan zimny obiad i popijam lodowatą kawą. To ja mam włosy potargane, broszki z mleka na bluzkach i brak makijażu mi doskwiera. To ja po nieprzespanej nocy co rano wyrywana jestem z objęć Morfeusza ale uśmiech nie znika z mojej twarzy...
Więc tak, ośmielam się prosić. Proszę o daj wyjść samej z domu bez dzieci nie tylko do spożywczaka po zaopatrzenie lodówki. Pozwól samej udać się po kupno ubrań, bo cholernie ciężko zmieścić się w przymierzalni z wózkiem. Niech chrupki, musli i suszona żurawina nie rozsypują się zawsze wtedy, kiedy kończę składać odkurzacz. Pozwól na sen do błogosławionej 7 rano, a wieczorem niech mi powieki nie opadają po kwadransie filmu albo przeczytaniu dwóch stron książki. Proszę spraw niech ktoś wymyśli inteligentną pralkę, która sama po praniu wyprasuje ubrania. I jeszcze niech po słodyczach się chudnie. Niech wyrastające zęby powodują u niemowlaków ataki śmiechu, a nie płaczu i marudzenia. I niech w marketach zostawiają więcej miejsca tak by można było się zmieścić z wózkiem, a nie lawirować pomiędzy półkami i paletami z promocjami. I niech śnieg będzie w te święta. I żeby mi nie brakowało pomysłów na obiady. I jeszcze ostatnie mam życzenie- niech każdy dzień daje tyle radości ile do tej pory.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)