Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkolne sprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkolne sprawy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2013

Wyścig szczurków

Moje dziecko chodzi do przedszkola... Do przedszkola bez zajęć dodatkowych. Bez tańca. Bez języka angielskiego. Bez zajęć karate. I dobrze. Ta cała awantura o dodatkowe zajęcia trochę mnie irytuje. Moje dziecko ma jeszcze czas by mu głowę nabijać, by go męczyć tysiącami zajęć. Przecież ma w swoim życiu dość zamieszania. Jeszcze zdąży się w życiu wiele nauczyć. Niech jeszcze się bawi i chłonie świat i wiedzę na spacerze, w podróży, w czasie zabawy- kiedy ma na to ochotę, a nie kiedy musi.
I troszkę mnie śmieszą te panie zwiedzające stacje telewizyjne, które walczą o zajęcia dodatkowe w przedszkolach, bo dzieci na tym tracą, bo uczyć się nie mogą. A tak niedawno te same panie walczyły by sześciolatki do szkoły nie szły, bo dzieciństwo im się zabiera. Sami rodzice od małego te dzieci popychają by były we wszystkim najlepsze, by jeszcze angielski, basen, rytmika, taniec, by czas im szczelnie wypełnić, by się nie nudziły. A gdzie czas na przytulenia, całusy, gdzie czas na skoki przez kałuże? Gdzie czas na to by z tym dzieckiem sam na sam, bez pośpiechu?
I niech mnie nikt źle nie zrozumie- nie jestem przeciwko rozwijaniu zainteresowań wśród dzieci. Ale niech to się dzieje naturalnie, bo ono chce, a nie musi.
Kto najbardziej żałuje, że zajęć dodatkowych brak? Ambitni rodzice...

wtorek, 3 września 2013

Kiedy będę już duży...

Filip poszedł do przedszkola. Moje dziecko dorasta...
Mi lat przybywa i włosów siwych także...
Starałam się tego nie okazywać mojemu dziecku, ale stres mnie zjadał okropny na samą myśl o tym, że mam go tam samego zostawić. Przecież on taki mały jeszcze, czy sobie sam poradzi w nowym otoczeniu, czy krzywda mu się nie stanie, czy będą na niego uważać- przecież on taki żywy, pełen energii. A ja mimo, że staram się by był samodzielny, to przewrażliwiona jestem na jego punkcie- na placu zabaw jako jedyna z mam wołam- uważaj, zwolnij, nie biegnij. Moja podświadomość figle mi płatała. Sny miałam, że mi ktoś dziecko porywa. Ale chciałam, żeby poszedł w świat, niech poznaje nowe, niech się uczy, socjalizuje. Nie może pod moimi skrzydłami siedzieć. Trzeba mu pozwolić swoje skrzydła rozwinąć. Bałam się czy on sam będzie chciał tam chodzić, czy buntować się nie będzie. Bałam się, że się bez łez nie obejdzie.
No i przyszedł Ten dzień... No i pomaszerowaliśmy do przedszkola... No i łez nie było- ni żadnej... Dziecko me podekscytowane, biegało szczęśliwe wśród zabawek. A matka stała i nie wiedziała co ze sobą zrobić... Niepotrzebna się poczułam i jakoś tak żal w sercu... A z drugiej strony dumna byłam, że mi dziecko tak pięknie dorosło i bez obaw w świat wkracza.
Trzeba dać dzieciom poznawać, odkrywać. Zaufać, że potrafią być samodzielne, że w ich małych główkach jednak coś z tej naszej rodzicielskiej paplaniny pozostaje. Niech się uczą na własnych błędach, niech upadną, żeby wiedzieć, że można się podnieść. I trzeba dać im dorastać- nawet jeśli mają tylko trzy latka...