I troszkę mnie śmieszą te panie zwiedzające stacje telewizyjne, które walczą o zajęcia dodatkowe w przedszkolach, bo dzieci na tym tracą, bo uczyć się nie mogą. A tak niedawno te same panie walczyły by sześciolatki do szkoły nie szły, bo dzieciństwo im się zabiera. Sami rodzice od małego te dzieci popychają by były we wszystkim najlepsze, by jeszcze angielski, basen, rytmika, taniec, by czas im szczelnie wypełnić, by się nie nudziły. A gdzie czas na przytulenia, całusy, gdzie czas na skoki przez kałuże? Gdzie czas na to by z tym dzieckiem sam na sam, bez pośpiechu?
I niech mnie nikt źle nie zrozumie- nie jestem przeciwko rozwijaniu zainteresowań wśród dzieci. Ale niech to się dzieje naturalnie, bo ono chce, a nie musi.
Kto najbardziej żałuje, że zajęć dodatkowych brak? Ambitni rodzice...